| |
1. Czytania w Liturgii słowa naprowadzają nas na trzy wątki z życia św.
Elżbiety Węgierskiej:
-
dobrej żony, której
wdzięk rozwesela męża (Syr 26, 1-4. 13-16),
-
młodej wdowy, która
nadzieję swoją złożyła w Bogu (1 Tym 5, 3-10),
-
kobiety bezgranicznie
kochającej ubogich (Mt 25, 31-40).
Każdy z tych wątków zasługuje na rozwinięcie, kiedy w kościele
franciszkańskim pw. św. Elżbiety w Nysie na Opolszczyźnie, kończymy
Jubileusz 800-lecia urodzin św. Elżbiety. Każdy z tych wątków rysuje
świętą postać Elżbiety, a poprzez nią oblicze Boga Trójjedynego, który
jest Miłością, i przedziwny w swoich świętych: Święty, Święty, Święty. O
św. Elżbiecie bezgranicznie kochającej ubogich słyszeliśmy już wiele,
choćby w kontekście niedawnej beatyfikacji w Nysie, dotyczącej Marii Luizy
Merkert, współzałożycielki Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety.
Skoncentrujmy się tym razem na pierwszym czytaniu.
2. Bóg jest przedziwny w miłości małżeńskiej Elżbiety. W 14. roku życia
poślubiła w Eisenach siedem lat od niej starszego Ludwika. Ona, córka
króla Węgier Andrzeja II, on, władca Turyngii, Saksonii i Hesji, syn
landgrafa Turyngii Hermana I. Według Księgi Syracydesa „szczęśliwy mąż,
który ma dobrą żonę, liczba dni jego podwójna. Dobra żona radować będzie
męża, który osiągnie pełnię wieku w pokoju”. Jedyna myśl prawdziwa Księgi
Syracydesa odniesiona do Elżbiety i Ludwika to ta, że „szczęśliwy mąż,
który ma dobrą żonę”. Liczba dni męża z racji na dobroć żony nie była
podwójna, ani nie osiągnął on pełni wieku w pokoju. Już w szóstym roku
małżeństwa, kiedy Elżbieta nosiła w swym łonie trzecie dziecko, mąż umarł.
Umarł we Włoszech, w drodze do Ziemi Świętej w czasie wypraw krzyżowych.
Choroba, która go dotknęła, okazała się śmiertelna. On miał lat 27, ona
20.
Teksty ksiąg świętych nie zawsze literalnie dają się dostosować do
konkretnych, niepowtarzalnych życiorysów ludzkich. W przypadku małżeństwa
Elżbiety i Ludwika – jak powiedziałem – jedynie prawdziwe z Księgi
Syracydesa jest to, że „szczęśliwy mąż, który ma dobrą żonę”.
Spytajmy więc, na czym polegała uszczęśliwiająca dobroć Elżbiety, żony
Ludwika? Jednocześnie, w jaki sposób okazał się w niej Bóg przedziwny?
Według źródeł biograficznych uszczęśliwiająca dobroć Elżbiety ujawniła się
w podwójnym znaku miłości małżeńskiej. Miłość małżeńska jest bardzo
specyficzna. Ona wyraża się w podwójnym znaku: jedności małżonków i
prokreacji. Ujawnia się ona w tym, że małżonkowie stają się „jednym
ciałem”, czyli obdarowują się sobą, pozostając otwarci na przekaz nowego
życia. W przypadku bardzo krótkiego życia małżeńskiego Elżbiety i Ludwika
ich wzajemna miłość, czyli stanie się „jednym ciałem”, zaowocowała nowym
życiem aż trzykrotnie. Najpierw urodził się Herman, potem Zofia, a
Gertruda już po śmierci Ludwika. Trzy wspaniałe owoce miłości Elżbiety i
Ludwika.
Nie zaprzeczą uszczęśliwiającej dobroci Elżbiety, jej miłości małżeńskiej,
notki biograficzne, według których zostawiała ona w nocy śpiącego męża,
udając się na modlitwę. Kiedy był czas na modlitwę, była modlitwa, a kiedy
na miłość, była miłość. Bóg nigdy nie jest konkurentem w miłości
małżonków. Dla nich On jest źródłem i inspiracją, tak, aby ich miłość była
w pełni ludzka, wierna i wyłączna, oraz otwarta na przekaz życia. Inaczej
mówiąc, Bóg jest źródłem i inspiracją miłości małżeńskiej, aby była wolna
od egoizmu mężczyzny i niewiasty; sprawia On, że „miłość nie szuka swego”
– jak powiada św. Paweł.
Modląca się nocą Elżbieta nie uchylała się od miłości małżeńskiej, od
tego, by z mężem stanowić „jedno ciało”. Szczęśliwy mąż, który ma tak
dobrą żonę – powiemy z autorem Księgi Syracydesa. Stanowić „jedno ciało”,
to jest specyfika miłości małżeńskiej.
Kochający się małżonkowie nie uciekają od siebie, nawet z racji
pobożnościowych. Ich miłość jest czysta i godziwa: wzmacnia ich jedność
małżeńską, a z drugiej strony pozostaje otwarta na nowe życie ludzkie,
które zwłaszcza u młodych małżonków może, choć nie musi zaistnieć.
Jest to informacja szczególnie ważna dla tych młodych małżonków, którzy
chcieliby włączyć się do Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, zwanych w
czasach św. Elżbiety pokutnikami św. Franciszka. Ślub czystości składany
przez franciszkanów świeckich nie przekreśla współżycia małżeńskiego. Ślub
jedynie potwierdza wolę małżonków, że po 1) we wzajemnym współżyciu będę
sobie darem, wykluczając egoizm, który czyni z partnera przedmiot użycia;
a po 2) ślubują, że nie zafałszują miłości płodnej, czyli będą otwarci na
nowe życie, które z woli Stwórcy może w ich zjednoczeniu zaistnieć.
3. Miłość małżeńska Elżbiety i Ludwika trzykrotnie wyraziła się
potomstwem. Nie ujmując niczego Ludwikowi, zatroskanemu o obronę Ziemi
Świętej w wyprawach krzyżowych, miłość rodzicielska Elżbiety była w pełni
odpowiedzialna. To nie sztuka tylko zrodzić życie, ale sztuką miłości
macierzyńskiej jest zrodzone życie wychować. Zrodzenie potomstwa i jego
wychowanie to inaczej: odpowiedzialne rodzicielstwo.
Po wczesnej śmierci męża, wychowanie dzieci należało już wyłącznie do
Elżbiety. Komentatorzy jej życia owdowiałego są rozbieżni w myślach. Jedni
uważają, że Elżbieta wyrzekła się swoich dzieci, wybierając posługę
ubogim. Inni natomiast zaprzeczają tej wersji, według nich oddała się
całkowicie wychowaniu dzieci, pokucie i pomocy najbiedniejszym. Jeszcze
inni sądzą, że dzieci, które urodziła będąc sama jeszcze niemal dzieckiem,
nosiła głęboko w sercu. A jeśli się z nimi rozłączyła, uczyniła to z
matczynej miłości. Nie chciała, by dzieliły z nią surowości życia, które
sama przyjęła jako „pokutnica franciszkańska”. Tak, czy inaczej, liczyło
się dla niej wyłączne dobro dziecka. I na tym polega jej „geniusz
kobiecy”, o którym mówił Jan Paweł II w „Mulieris dignitatem”.
Zupełnie inaczej jest u feministek dzisiejszych. Kobieta współczesna w
wyobrażeniu feministycznym to już nie kobieta-matka, ale „kobieta sukcesu”
pracująca poza domem. To jest jakby nowy standard cywilizacyjny. Ona musi
odnieść sukces! Ona ma do tego prawo! „Musi”, „sukces”, „prawo”... –
słowa, którymi ideologia feministyczna manipuluje świadomością kobiety.
Nie ma w niej zbyt wiele miejsca na dziecko i wychowanie, małżeństwo i
rodzinę. Współczesny model feminizmu w całości wypełnia egoizm.
Skąd brała się moralna siła kobiety, Elżbiety Węgierskiej? Skąd brała się
jej duchowa moc? Skąd? Czy nie z modlitwy, nocnej modlitwy, kiedy mąż
zapadł już w sen? Moralna siła Elżbiety i jej duchowa moc brały się z
wiary. Otwarta na życie, przygarnęła troje dzieci. W nich Bóg jej w sposób
szczególny „zawierzył człowieka”, zawierzył ze względu na jej kobiecość.
Na etapie polskich przemian ta świadomość jest konieczna. Nowe czasy
oczekują na objawienie się „geniuszu kobiety”, który zabezpieczy
wrażliwość na dziecko, w każdej sytuacji. Dlatego, że dziecko jest
człowiekiem – osobą ludzką! I dlatego, że „największa jest miłość” (1 Kor
13, 13).
4. U Elżbiety nie sposób zrozumieć poświęcenia dla dzieci, równocześnie
też dla ubogich, bez jej oddania w miłości małżeńskiej. To oddanie było
tak głębokie, że na wieść o śmierci męża zawołała: „Świat i to, co było
radosnego w świecie, umarł dla mnie”. Ach, jakże chciałaby go mieć z
powrotem: „dałabym w zamian cały świat, powiada, nawet jeżeli miałabym iść
z nim i żebrać”.
Jej ból jednak nie zamknął się w sobie. Jeszcze bardziej zaobfitował
pełnią poświęcenia dla dzieci i ubogich. Nie z racji zwyczajnej ludzkich
porywów serca, ale z motywów wiary: by ukochać Chrystusa. Tego, który nas
pierwszy ukochał, do końca umiłował. To On jest przez wieki głodny,
spragniony, przybyszem, nagi, chory, uwięziony...
Za chwilę ta Miłość ujawni się nam w znaku Eucharystii. Eucharystia, to
Jezus, który jest z nami. Włączmy w Jego boską miłość, naszą miłość
ludzką, niekiedy nieporadną, czasem ślepą, chwilami egocentryczną. Niech
przeobraża nasze serca, jak to uczynił z sercem św. Elżbiety. Niech się
wzbogaca Eucharystią każda miłość małżeńska, wszelka miłość rodzicielska,
miłość, która życie daje dla braci. Daje..., nie dla zwyczajnej
filantropii, dla ludzkich porywów serca, ale z racji wiary: dla Chrystusa.
On nas pierwszy umiłował, do końca umiłował! |
|