poczta@

 
 
ARENDAL

BORKI WIELKIE

DUSZNIKI ZDRÓJ

zieleniec

GLIWICE

GŁUBCZYCE

GÓRA ŚW. ANNY

dom pielgrzyma

GÖRLITZ

GÖßWEINSTEIN

GRAFRATH

KŁODZKO

KRYNICZNO

LEGNICA

MARIENWEIHER

NORYMBERGA

NYSA

OSIMO

PRUDNIK

RACIBÓRZ

WAMBIERZYCE

WISŁA

WROCŁAW

     
     
     
 

Wacław Stanisław Chomik, OFM

Miłość małżeńska św. Elżbiety

Homilia na zakończenie Jubileuszu 800-lecia Urodzin św. Elżbiety

Nysa, 5 XI 2007

 
 
 

 
     
 

1. Czytania w Liturgii słowa naprowadzają nas na trzy wątki z życia św. Elżbiety Węgierskiej:

- dobrej żony, której wdzięk rozwesela męża (Syr 26, 1-4. 13-16),

- młodej wdowy, która nadzieję swoją złożyła w Bogu (1 Tym 5, 3-10),

- kobiety bezgranicznie kochającej ubogich (Mt 25, 31-40).

Każdy z tych wątków zasługuje na rozwinięcie, kiedy w kościele franciszkańskim pw. św. Elżbiety w Nysie na Opolszczyźnie, kończymy Jubileusz 800-lecia urodzin św. Elżbiety. Każdy z tych wątków rysuje świętą postać Elżbiety, a poprzez nią oblicze Boga Trójjedynego, który jest Miłością, i przedziwny w swoich świętych: Święty, Święty, Święty. O św. Elżbiecie bezgranicznie kochającej ubogich słyszeliśmy już wiele, choćby w kontekście niedawnej beatyfikacji w Nysie, dotyczącej Marii Luizy Merkert, współzałożycielki Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. Skoncentrujmy się tym razem na pierwszym czytaniu.

2. Bóg jest przedziwny w miłości małżeńskiej Elżbiety. W 14. roku życia poślubiła w Eisenach siedem lat od niej starszego Ludwika. Ona, córka króla Węgier Andrzeja II, on, władca Turyngii, Saksonii i Hesji, syn landgrafa Turyngii Hermana I. Według Księgi Syracydesa „szczęśliwy mąż, który ma dobrą żonę, liczba dni jego podwójna. Dobra żona radować będzie męża, który osiągnie pełnię wieku w pokoju”. Jedyna myśl prawdziwa Księgi Syracydesa odniesiona do Elżbiety i Ludwika to ta, że „szczęśliwy mąż, który ma dobrą żonę”. Liczba dni męża z racji na dobroć żony nie była podwójna, ani nie osiągnął on pełni wieku w pokoju. Już w szóstym roku małżeństwa, kiedy Elżbieta nosiła w swym łonie trzecie dziecko, mąż umarł. Umarł we Włoszech, w drodze do Ziemi Świętej w czasie wypraw krzyżowych. Choroba, która go dotknęła, okazała się śmiertelna. On miał lat 27, ona 20.

Teksty ksiąg świętych nie zawsze literalnie dają się dostosować do konkretnych, niepowtarzalnych życiorysów ludzkich. W przypadku małżeństwa Elżbiety i Ludwika – jak powiedziałem – jedynie prawdziwe z Księgi Syracydesa jest to, że „szczęśliwy mąż, który ma dobrą żonę”.

Spytajmy więc, na czym polegała uszczęśliwiająca dobroć Elżbiety, żony Ludwika? Jednocześnie, w jaki sposób okazał się w niej Bóg przedziwny?

Według źródeł biograficznych uszczęśliwiająca dobroć Elżbiety ujawniła się w podwójnym znaku miłości małżeńskiej. Miłość małżeńska jest bardzo specyficzna. Ona wyraża się w podwójnym znaku: jedności małżonków i prokreacji. Ujawnia się ona w tym, że małżonkowie stają się „jednym ciałem”, czyli obdarowują się sobą, pozostając otwarci na przekaz nowego życia. W przypadku bardzo krótkiego życia małżeńskiego Elżbiety i Ludwika ich wzajemna miłość, czyli stanie się „jednym ciałem”, zaowocowała nowym życiem aż trzykrotnie. Najpierw urodził się Herman, potem Zofia, a Gertruda już po śmierci Ludwika. Trzy wspaniałe owoce miłości Elżbiety i Ludwika.

Nie zaprzeczą uszczęśliwiającej dobroci Elżbiety, jej miłości małżeńskiej, notki biograficzne, według których zostawiała ona w nocy śpiącego męża, udając się na modlitwę. Kiedy był czas na modlitwę, była modlitwa, a kiedy na miłość, była miłość. Bóg nigdy nie jest konkurentem w miłości małżonków. Dla nich On jest źródłem i inspiracją, tak, aby ich miłość była w pełni ludzka, wierna i wyłączna, oraz otwarta na przekaz życia. Inaczej mówiąc, Bóg jest źródłem i inspiracją miłości małżeńskiej, aby była wolna od egoizmu mężczyzny i niewiasty; sprawia On, że „miłość nie szuka swego” – jak powiada św. Paweł. 

Modląca się nocą Elżbieta nie uchylała się od miłości małżeńskiej, od tego, by z mężem stanowić „jedno ciało”. Szczęśliwy mąż, który ma tak dobrą żonę – powiemy z autorem Księgi Syracydesa. Stanowić „jedno ciało”, to jest specyfika miłości małżeńskiej.

Kochający się małżonkowie nie uciekają od siebie, nawet z racji pobożnościowych. Ich miłość jest czysta i godziwa: wzmacnia ich jedność małżeńską, a z drugiej strony pozostaje otwarta na nowe życie ludzkie, które zwłaszcza u młodych małżonków może, choć nie musi zaistnieć.

Jest to informacja szczególnie ważna dla tych młodych małżonków, którzy chcieliby włączyć się do Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, zwanych w czasach św. Elżbiety pokutnikami św. Franciszka. Ślub czystości składany przez franciszkanów świeckich nie przekreśla współżycia małżeńskiego. Ślub jedynie potwierdza wolę małżonków, że po 1) we wzajemnym współżyciu będę sobie darem, wykluczając egoizm, który czyni z partnera przedmiot użycia; a po 2) ślubują, że nie zafałszują miłości płodnej, czyli będą otwarci na nowe życie, które z woli Stwórcy może w ich zjednoczeniu zaistnieć.

3. Miłość małżeńska Elżbiety i Ludwika trzykrotnie wyraziła się potomstwem. Nie ujmując niczego Ludwikowi, zatroskanemu o obronę Ziemi Świętej w wyprawach krzyżowych, miłość rodzicielska Elżbiety była w pełni odpowiedzialna. To nie sztuka tylko zrodzić życie, ale sztuką miłości macierzyńskiej jest zrodzone życie wychować. Zrodzenie potomstwa i jego wychowanie to inaczej: odpowiedzialne rodzicielstwo.

Po wczesnej śmierci męża, wychowanie dzieci należało już wyłącznie do Elżbiety. Komentatorzy jej życia owdowiałego są rozbieżni w myślach. Jedni uważają, że Elżbieta wyrzekła się swoich dzieci, wybierając posługę ubogim. Inni natomiast zaprzeczają tej wersji, według nich oddała się całkowicie wychowaniu dzieci, pokucie i pomocy najbiedniejszym. Jeszcze inni sądzą, że dzieci, które urodziła będąc sama jeszcze niemal dzieckiem, nosiła głęboko w sercu. A jeśli się z nimi rozłączyła, uczyniła to z matczynej miłości. Nie chciała, by dzieliły z nią surowości życia, które sama przyjęła jako „pokutnica franciszkańska”. Tak, czy inaczej, liczyło się dla niej wyłączne dobro dziecka. I na tym polega jej „geniusz kobiecy”, o którym mówił Jan Paweł II w „Mulieris dignitatem”.

Zupełnie inaczej jest u feministek dzisiejszych. Kobieta współczesna w wyobrażeniu feministycznym to już nie kobieta-matka, ale „kobieta sukcesu” pracująca poza domem. To jest jakby nowy standard cywilizacyjny. Ona musi odnieść sukces! Ona ma do tego prawo! „Musi”, „sukces”, „prawo”... – słowa, którymi ideologia feministyczna manipuluje świadomością kobiety. Nie ma w niej zbyt wiele miejsca na dziecko i wychowanie, małżeństwo i rodzinę. Współczesny model feminizmu w całości wypełnia egoizm.

Skąd brała się moralna siła kobiety, Elżbiety Węgierskiej? Skąd brała się jej duchowa moc? Skąd? Czy nie z modlitwy, nocnej modlitwy, kiedy mąż zapadł już w sen? Moralna siła Elżbiety i jej duchowa moc brały się z wiary. Otwarta na życie, przygarnęła troje dzieci. W nich Bóg jej w sposób szczególny „zawierzył człowieka”, zawierzył ze względu na jej kobiecość. Na etapie polskich przemian ta świadomość jest konieczna. Nowe czasy oczekują na objawienie się „geniuszu kobiety”, który zabezpieczy wrażliwość na dziecko, w każdej sytuacji. Dlatego, że dziecko jest człowiekiem – osobą ludzką! I dlatego, że „największa jest miłość” (1 Kor 13, 13).

4. U Elżbiety nie sposób zrozumieć poświęcenia dla dzieci, równocześnie też dla ubogich, bez jej oddania w miłości małżeńskiej. To oddanie było tak głębokie, że na wieść o śmierci męża zawołała: „Świat i to, co było radosnego w świecie, umarł dla mnie”. Ach, jakże chciałaby go mieć z powrotem: „dałabym w zamian cały świat, powiada, nawet jeżeli miałabym iść z nim i żebrać”.

Jej ból jednak nie zamknął się w sobie. Jeszcze bardziej zaobfitował pełnią poświęcenia dla dzieci i ubogich. Nie z racji zwyczajnej ludzkich porywów serca, ale z motywów wiary: by ukochać Chrystusa. Tego, który nas pierwszy ukochał, do końca umiłował. To On jest przez wieki głodny, spragniony, przybyszem, nagi, chory, uwięziony...

Za chwilę ta Miłość ujawni się nam w znaku Eucharystii. Eucharystia, to Jezus, który jest z nami. Włączmy w Jego boską miłość, naszą miłość ludzką, niekiedy nieporadną, czasem ślepą, chwilami egocentryczną. Niech przeobraża nasze serca, jak to uczynił z sercem św. Elżbiety. Niech się wzbogaca Eucharystią każda miłość małżeńska, wszelka miłość rodzicielska, miłość, która życie daje dla braci. Daje..., nie dla zwyczajnej filantropii, dla ludzkich porywów serca, ale z racji wiary: dla Chrystusa. On nas pierwszy umiłował, do końca umiłował!

 
     
     

pokój i dobro przez muzykę

4 IX 2008

franciszkańskie obłóczyny

1 IX 2008

pierwsza profesja zakonna

30 VIII 2008

festyn wambierzycki

29 VIII 2008

folklor w bazylice św. Anny

25 VIII 2008

wniebowzięcie

w Wambierzycach

16 VIII 2008

20. lat

Ubogich Sióstr św. Klary

12 VIII 2008