ARENDAL

BORKI WIELKIE

DUSZNIKI ZDRÓJ

ZIELENIEC

GLIWICE

GŁUBCZYCE

GÓRA ŚW. ANNY

DOM PIELGRZYMA

GÖRLITZ

GÖßWEINSTEIN

GRAFRATH

KŁODZKO

KRYNICZNO

LEGNICA

MARIENWEIHER

NORYMBERGA

NYSA

OSIMO

PRUDNIK

RACIBÓRZ

WAMBIERZYCE

WISŁA

WROCŁAW

     
 

O. Wacław Stanisław Chomik, Minister Prowincjalny

Homilia na pogrzebie o. Hilarego Eugeniusza Mamorskiego

Góra św. Anny, 18 XII 2008 r.

Rz 14, 7-9. 10b-12

"Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie, jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana” (Rz 14, 7-8). Według myśli Apostoła Pawła Bóg jest podstawowym punktem odniesienia życia i umierania ludzkiego. „I w życiu więc – mówi Apostoł – i w śmierci należymy dla Pana” (Rz 14, 8).

Czy to znaczy, że jestem bezwolnym narzędziem w ręku Boga? – to pytanie muszę postawić. Przecież i ja nasączony jestem duchem rozbujanego w świecie indywidualizmu, który domaga się prywatności. Wiele razy argumentuję własne zachowania: „To moje życie, to moja sprawa”.

A tymczasem Apostoł jest nieugięty: "Nikt nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie". Jego argumentacja prowadzi nas do Chrystusowego krzyża: „Bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi” (Rz 14, 9). A w innym miejscu swoich listów dodaje: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego (...) i że już nie należycie do samych siebie? Za (wielką) bowiem cenę zostaliście nabyci (1 Kor 7, 23)”.

Musiał być światły tej ceny nabycia, czyli odkupienia, młody Eugeniusz Mamorski. „Od maleńkiego dziecka czułem głos Boży i prawie nigdy o niczym innym nie pomyślałem, jak tylko o tym, aby się poświęcić służbie Bożej” – pisze Eugeniusz w życiorysie, z racji wstąpienia do Niższego Seminarium Duchownego naszej franciszkańskiej Prowincji Św. Jadwigi. Od dziecka czułem głos Boży, o niczym innym nie myślałem, jak tylko o poświęceniu się w służbie Bożej.

Patrzcie, jaki był już w młodości światły, że Bogu trzeba swoje życie poświęcić, a to znaczy oddać Mu siebie i w życiu, i w śmierci. „Żyjemy bowiem dla Pana i umieramy dla Pana”. Wychowawcy świadczą, że był wytrwały w dążeniu do kapłaństwa, przywiązany do życia zakonnego, pilny w praktykach duchowych, czasem nieśmiały, zawsze grzeczny, uprzejmy, zgodliwy (Relacja, 13 I 1955). Takim go znaliśmy przez lata, takim zostaje w naszej świętej pamięci: O. Hilary Eugeniusz Mamorski, zmarły w Gliwicach 14 XII 2008 r., w wieku 78 lat.

Urodził się 10 V 1930 r. w Czeremoszni, w ówczesnym powiecie złoczowskim, województwie tarnopolskim, diecezji lwowskiej. Habit Zakonu Braci Mniejszych włożył 12 VIII 1948 r. w Borkach Wielkich, profesję wieczystą złożył 7 IX 1952 r. we Wrocławiu, a święcenia prezbiteratu przyjął 6 II 1955 r. w bazylice franciszkańskiej w Katowicach (Panewnikach).

Jego aktywność duszpasterska związana była z pobytem w klasztorach: Kłodzko, Gliwice (3 razy), Wrocław, Prudnik, Nysa (2 razy). We wspólnocie zakonnej miał różne funkcje i urzędy; był m.in. magistrem młodych braci i postulantów, ojcem duchownym kleryków, wikarym parafii, proboszczem i gwardianem. Podczas ostatniego pobytu w Gliwicach od 28 VII 2000 r. był schorowanym jubilatem, wciąż jednak aktywny w życiu zakonnym i kapłaństwie, o czym możemy poświadczyć, bolejący dziś nad jego trumną. Żył dla Pana i umarł dla Pana. 

Umarł niedzielnego poranka (14 XII), gdy w adwentowej liturgii Kościoła rozbrzmiewało radosne: „Gaudete!” – radujcie się, bo zbliżają się święta Bożego Narodzenia, Syn Boży przychodzi z darem odkupienia. Trudno mówić o radości O. Hilarego. Leżał przecież ostatniej nocy na łóżku szpitalnym, skręcony bólem, który powodowało pęknięcie wrzodu żołądkowego. Trudno mówić o jego radości w niedzielę radosną. O. Hilary Mamorski był z natury radosnym człowiekiem. Swoją wesołością przyciągał nas do siebie i czuliśmy się z nim dobrze. Gdy przyjdą boleści, trudno jednak być wesołym.

Życie przygotowało go do ostatnich cierpień. Dziś niesie już ze sobą do grobu własne, smutne doświadczenia. Choćby wspomnieć jego tułaczkę po świecie, gdy samotnie uciekał ze wschodniej części Polski na jej zachód. „Wskutek morderstw ukraińskich – pisze w swoim życiorysie – musiałem opuścić rodzinną wioskę, dom, a co najmilszego – rodziców. Zapisałem się w komitecie rozdzielczym, aby stąd wyjechać na zachód, i aby uchylić się przed nożem barbarzyńców”. Napisał te słowa, mając lat 17. Wyraził w nich to, co przeżywał wewnętrznie, stwierdził dosadnie o przyczynie osobistej tragedii.

A kiedy pisał te słowa, nie mógł nawet przewidzieć, że za jakiś czas stanie przed sądem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, już jako młody zakonnik i kapłan franciszkański. Fałszywie oskarżony i sponiewierany, jak Chrystus stanął przed sądem Piłata. Darmo wspominać więzienie w Zabrzu, tygodniowe przetrzymywanie w piwnicy, a potem w Katowicach, gdzie odbywały się – jak opowiadał O. Hilary – aroganckie i agresywne przesłuchania. Darmo opowiadać o nieuzasadnionych postanowieniach prokuratur powiatowych Zabrza i Gliwic, jak również prokuratury wojewódzkiej w Katowicach. Dalecy od rozliczeń, nie chcemy dziś wymieniać osób krzywdzących; ich imiona i nazwiska zapisane są na trwałe w dokumentach archiwalnych. „Wszyscy (...) staniemy przed trybunałem Boga – podpowiada nam Apostoł Paweł. (...) Tak więc każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu (Rz 14, 10. 12)”.

Nie można jednak nie wspomnieć w godzinie pogrzebu, iż pamiętnego piątku, 24 VI 1960 r. – osobiście widzę ten dzień oczyma dziecka – O. Hilary Eugeniusz Mamorski mocno uchwycił się krzyża Pańskiego, który stał na placu kościelnym w Gliwicach. Czego bronił? Krzyża czy siebie? Bronił krzyża! „W sercach swoich parafian – czyli wielu z was tu obecnych – pozostanie przede wszystkim jako ten, który bronił krzyża przed peerelowską milicją”. Daliście temu wyraz, za co jestem wam z całego serca wdzięczny, choćby we wczorajszym wydaniu „Gazety Gliwickiej” (17 XII, nr 275), w notatce: „Odszedł Ojciec Hilary. Ten, który krzyża bronił...”

Wprawdzie fizycznie oderwała go od niego milicja obywatelska, ale wewnętrznie pozostał z Chrystusem ukrzyżowanym zjednoczony. To była jego siła przebicia w czasach więziennej poniewierki. Cierpiąc, uginał przed krzyżem Chrystusa swoje kolano, a język jego wielbił Boga. I przyjdzie jeszcze taki czas, w którym wszyscy zło czyniący uklękną i uwielbią Boga. „Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga!” – przypomina Apostoł.

Lekcja osobistej historii O. Hilarego Mamorskiego uczy, aby nikt na swoich bliźnich nie wydawał wyroków niesprawiedliwych. Tak czynią ludzie słabi i tchórzliwi. Przykład O. Hilarego uświadamia, że wiara i krzyż są wartością, dla których warto poświęcić życie.

Zaliczono go w szereg złoczyńców, a on był dobrym pasterzem. Nic dziwnego, iż w świeżym gliwickim kościele zagrały mu wczoraj nowe organy. Musiały mu zagrać w ostatnią godzinę pobytu w Gliwicach! Zasłużył sobie, bo nowy kościół jego cierpieniem był też budowany. Niech odpoczywa w pokoju! Niech odpoczywa, ten, który krzyża bronił... A bronił, przeświadczony, iż "nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie, jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana”.

 
     
     

historia prowincji

struktury prowincji

zarząd prowincji

kuria prowincjalna

urzędy i stanowiska

agendy prowincjalne

wydawnictwo św. Antoniego

kuchnia charytatywna

fundaja "Tobiaszki"

ośrodek pomocy dzieciom

sekretariaty

formacja i studia

formacja stała

wyższe seminarium duchowne

nowicjat

postulat

duszpasterstwo powołaniowe

ewangelizacja misyjna

sprawiedliwość i pokój

publikatory

wiadomości prowincji

głos św. Franciszka

quaestiones selectae

archiwalia

 

poczta@franciszkanie.com

Kapituła Namiotów "Under 10"

23 I 2012

koniec budowy
klasztoru gliwickiego

9 I 2012

list na Boże Narodzenie
ministra prowincjalnego

24 XII 2011

świąteczna
Wigilia dla ubogich

22 XII 2011

świąteczne życzenia
ministra generalnego

21 XII 2011

EuroFraMe 2012
w Górze Św. Anny

18 XII 2011

archiwalia