| |
Tadeusz Słotwiński OFM
Radość
franciszkańska
„Radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza
wszystkich ubogich i cierpiących, są też radością i nadzieją, smutkiem i
trwogą uczniów Chrystusowych, i nie ma nic prawdziwie ludzkiego, co nie
miałoby oddźwięku w ich sercu” – tymi słowami rozpoczyna się „Konstytucja
duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym”. Widok dzisiejszego
świata stale skłania ludzi do smutku. Jesteśmy niespokojni, gdy wspominamy
bolesną przeszłość, jak również gdy patrzymy w przyszłość. Artyści czy
poeci z większym zapałem opisują cierpienia niż szczęście, grzech niż
cnotę, piekło niż niebo, prawdopodobnie dlatego, że cierpienie, grzech i
piekło bardziej odpowiadają człowiekowi niż radość, bo może on sam je
wytworzyć, podczas gdy szczęście, cnota lub niebo są wynikiem czegoś
innego. Codzienna prasa informuje nas o katastrofach, o wypadkach, o
skandalach lub sensacyjnych rozwodach. Prawdopodobnie dlatego, że to
bardziej odpowiada upodobaniom czytelników i wtedy łatwiej się ją
sprzedaje.
Nieszczęście i smutek są naturalnymi skłonnościami człowieka, który je
oczywiście odrzuca, bo są nieprzyjemne, ale też w nich znajduje
upodobanie. Człowiek lubi się uskarżać i wzbudzać współczucie u innych.
Chętnie nad sobą biadoli, bo mu się nie chce nad sobą pracować.
Zniechęcenie, znużenie, niezdolność kochania lub nawiązywania kontaktu z
drugą osobą, rozpacz i zanik życia modlitewnego: oto niezliczone skutki
smutku, tak naturalnego u człowieka. Co więcej, smutek otwiera drzwi do
wszelkich rozrywek, do wszystkich złudnych i wiążących namiastek. Święty
Franciszek z Asyżu nazwał smutek „złem babilońskim”, bo powoduje wszelkie
inne nieszczęścia. Dlatego swoim braciom nakazał, by jak najszybciej i jak
najradykalniej pozbywali się smutku.
Wobec tak naturalnej i szkodliwej skłonności do smutku polecenie św.
Pawła: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!”
(Flp 4,4) nabiera szczególnego znaczenia. Lecz należy je dobrze rozumieć.
Przede wszystkim radość jest czynnikiem osobistych wysiłków. Niektórym to
łatwo przychodzi, lecz wszystkim trzeba rozumu i dobrej woli. By móc się
radować, należy najpierw odróżnić prawdziwe radości od fałszywych. Samo
doświadczenie życiowe nam to wskazuje; szczęśliwi, którzy potrafią
korzystać z doświadczenia innych, lecz takich jest bardzo mało. Większość
z nas dochodzi do prawdziwej radości różnymi drogami i doświadczeniami.
Rozumie się, że jest wiele fałszywych radości i że jest tylko jedna
prawdziwa radość. A to w tym znaczeniu, że nie jest ona wynikiem jakiejś
działalności, nabyciem czegoś zewnętrznego, lecz jest pewnym stanem
duchowym, pewnym stylem życia i sposobem reagowania wobec siebie i innych.
Radość jest czynnikiem wewnętrznej przemiany samego siebie, dokonującej
się przez nabycie pewnej mądrości; ta mądrość jest czynnikiem wewnętrznego
wyzwolenia, pewnej otwartości serca, które wszystko przyjmuje, a niczego
dla siebie nie zostawia; ta mądrość to wykorzystanie energii, którą
poświęca się nie na zdobywanie rzeczy przemijających, lecz by osiągnąć
pewną harmonię, gdzie wszystko, co ludzkie, nie jest usuwane ani
tłumione, ale świadomie i dobrowolnie opanowane. Radość więc nie polega na
zadowoleniu zmysłowym, intelektualnym, ale raczej na pogłębianiu samego
siebie przez przyjmowanie wszystkiego w ogólnej harmonii życia, nie przez
odrzucanie jego negatywnych przejawów.
Chrześcijanin, dziecko Boże i brat Chrystusa, nie może być smutny; nasze
serce nie może być przygnębione. Ewangelia bowiem to dobra i radosna
nowina. Fakt, że Bóg jest z nami, stanowi powód do największej radości.
Radość jest programem Ewangelii, naszego życia i wieczności: „wejdź do
radości Pana twego”. Jeśli Bóg jest z nami, nie możemy się smucić,
chociażby trzeba było wiele cierpieć i zmagać się z trudnościami.
Można łatwo zauważyć, że na całym świecie ludzie są coraz mniej szczęśliwi
i radośni, coraz mniej uśmiechniętych twarzy i rozradowanych dusz; coraz
rzadziej słychać spontaniczną pieśń radości. Jest rzeczą niewiarygodną, że
z każdym rokiem w naszych domach jest coraz więcej wygód, ale coraz mniej
szczęścia i radości. Jest to dowód na to, że szczęścia i radości szukamy
tam, gdzie nikt ich jeszcze nie znalazł. Radości szukamy tam, gdzie
wszyscy znajdowali raczej nieznośną pustkę i głęboki smutek, a więc w
świecie bez Boga, w życiu bez Ewangelii i Chrystusa. W takiej sytuacji
musimy być smutni. Chrześcijańska radość to nie ochrypły śpiew alkoholika,
to nie wrzaski uliczników, to nie zażywanie narkotyków i bezwstydny śmiech
osób sprzedających się i swoje ciało. Radość chrześcijańska wypływa z
posiadania Boga, czystego sumienia i spełnionego obowiązku. Jest to
szczęście w Chrystusie.
Można łatwo zauważyć, że na całym świecie człowiek czuje się coraz
bardziej osamotniony. Wśród tysięcznych tłumów jest często sam. Czuje się
jakby odepchnięty i dlatego właśnie jest smutny. Często sam jest temu
winien, a raczej winien jest jego egoizm. Chciałby bowiem być wesoły i
szczęśliwy kosztem Boga i swoich bliźnich. Radość mieszka w otwartym sercu
i na dłoni, która daje. Radość i szczęście rodzą się z naszych wysiłków,
by stworzyć świat, w którym będzie mniej łez, mniej cierpienia, mniej
krzywdy, mniej zazdrości, w którym nie będzie nienawiści. „Co mamy
czynić?” (Łk 3,10). Czyńmy wszystkim dobrze, a nie źle, a wszyscy będziemy
szczęśliwi, radośni i weseli.
Świat nie może być oczywiście samą nieustanną radością. Trudno być
wesołym, gdy do oczu cisną się łzy bólu i bezsilności; trudno być wesołym,
gdy widzi się tyle cierpienia, tyle niesprawiedliwości, krzywdy, nędzy i
nienawiści. Trudno być wesołym, gdy jest udręka w sercu, krzyż na
ramionach albo my na krzyżu. Święty Paweł zwraca się do nas: „Radujcie się
zawsze w Panu!”. Po wszystkich udrękach czeka na nas radość; na brzegu
wieczności czeka nas Bóg, który jest radością (św. Franciszek). On nie
jest smutnym kaznodzieją udręki ani zwiastunem rozpaczy, ale jest
głosicielem Ewangelii – Radosnej Nowiny. Cierpienie nasze jest krótkie, a
radość nasza jest wieczna. Nie może słabnąć nasza wiara, gdy słabnie nasza
ręka i serce. Nie darmo Kościół mówi za św. Pawłem: „Radujcie się zawsze w
Panu”. Chrześcijanin żyjący z Chrystusem powinien być zawsze radosnym
optymistą. Natomiast chrześcijanin bez Chrystusa w sercu jest wiecznie
niezadowolony i smutny. Czyż nie dlatego właśnie tak mało jest prawdziwej
radości na twarzy i w sercu współczesnego człowieka, że szuka jej w
niewłaściwym miejscu, szuka bowiem wszystkiego, tylko nie Boga, który jest
naszą nieprzemijającą radością.
„Największą radością jest świadomość czystego sumienia” (św. Ambroży).
Radosny może być naprawdę tylko człowiek z czystym sumieniem, człowiek,
który oczyścił swoją duszę i pojednał się z Bogiem. Jeżeli przywrócimy
naszej duszy życie Boże, powróci do nas również prawdziwa radość. W
przeciwnym wypadku czeka nas ustawiczny smutek. W życiu duchowym jeden
jest tylko smutek upragniony: to znaczy taki, który ogarnia nas i powinien
nas ogarnąć, kiedy upadamy. Jedynie grzechy są naszym smutkiem. Ale jest
na nie lekarstwo, które trzeba natychmiast zastosować: sakrament spowiedzi
św.
Wszyscy ludzie chcą być szczęśliwi. Historia ludzkości jest długą i trudną
przygodą ludzi szukających szczęścia. Ono jednak nie daje się łatwo
schwytać. Cała nasza istota jest nastawiona na szczęście. Bóg bowiem
wypisał w sercu każdego człowieka głód i pragnienie szczęścia. Istniejemy
dla szczęścia, a to wołanie jest wołaniem Boga dochodzącym do nas z głębin
wieczności. Jeżeli chcemy, będziemy szczęśliwi, bo Bóg nie sieje, jeśli
nie chce zbierać. Istnieje przyjemność i radość. Przyjemność to szczęście
ciała. Radość to szczęście duszy. Przyjemność żyje chwilę i ginie. Radość
jest duchowa i dlatego nie umiera. Wobec trudności życiowych, prób,
cierpień, śmierci mamy prawo płakać, jednak nawet wśród łez nie mamy prawa
rozstać się z radością. Przyjemność nie może istnieć tam, gdzie jest
cierpienie, podczas gdy radość może iść w parze z największymi
cierpieniami.
Jesteśmy smutni. Dlaczego? Nikt nie zauważył naszej pracy, tego że nam się
udało, naszych wysiłków. Mamy coś do powiedzenia, a nikt nas nie słucha,
nie lubią nas. Przeprośmy Boga za ten smutek, a następnie zajmijmy się
drugimi. Pytajmy ich, słuchajmy, zainteresujmy się ich pracą, podziwiajmy
ich zdolności, podkreślajmy zasługi, a inni nieświadomi uwolnią nas od
troski i dadzą nam radość. Człowieku, uśmiechnij się do żony, do brata, do
sąsiada, do kolegi; uśmiechnij się do sprzedawcy, do sklepowej, a twój
uśmiech przywoła radość, co się oddaliła. Radość zaczyna się w tej samej
chwili, w której przestajesz szukać własnego szczęścia, by próbować dawać
je innym. Jeżeli jesteś smutny, zatrzymaj się i poszukaj przyczyny. W
głębi serca zawsze znajdziesz ślad zwrotu ku sobie. Nie zgadzaj się na to.
Oddaj Bogu, co tak zazdrośnie ukryłeś, a potem zapomnij o sobie i myśl o
bliźnim.
Ograniczoność możliwości i nieskończoność pragnień jest dramatem
człowieka; toteż, tak po ludzku nie możesz być w pełni szczęśliwy. Tylko
Bóg może cię zaspokoić. W sercu niespokojnego człowieka głód szczęścia nie
jest niczym innym jak głodem Boga. Biada zaspokojonym, którzy syci
przyjemności, zagasili nieskończoność swych pragnień. I przeciwnie,
błogosławieni ci, którzy jeszcze łakną.
Tylko oczekiwanie i nadzieja są źródłem prawdziwej radości! Ale czy
naprawdę wystarczy nadzieja, by doświadczyć radości? Nie! Potrzebna jest
także miłość, czyli bycie miłowanym i miłowanie. Każda istota, mówi św.
Augustyn, dąży ku swemu miejscu, czyli do punktu, gdzie wie, że znajdzie
odpoczynek i szczęście. Radość rodzi się właśnie z dążenia do tego
miejsca, którym dla nas, stworzeń rozumnych, jest Bóg. Z tego właśnie
powodu nie zaznamy spokoju, dopóki nie spoczniemy w Nim. Augustyn, który
szukał radości na innych drogach, tak kończy: „Stworzyłeś nas jako
skierowanych ku Tobie, Panie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w
Tobie nie spocznie”. Dlatego też miłość we wszystkich swych autentycznych
przejawach jest prawdziwym źródłem radości. Tylko ten, kto jest kochany i
kto kocha, wie, czym tak naprawdę jest radość. To dlatego Pismo Święte
mówi, iż radość jest owocem Ducha Świętego (Ga 5,22), a królestwo Boże
„radością w Duchu Świętym” (Rz 14,17). Duch Święty jest uosobioną miłością
i tam, gdzie dociera, rodzi miłość.
Radość zakwita w dawaniu, ale dar wymaga zapomnienia o sobie. Dlatego
radość to życie odzyskane wtedy, gdy się już zgodziło je utracić. W
Chrystusie i przez Chrystusa tajemnica radości jest tajemnicą
zmartwychwstania. Trwałość mych więzów z Chrystusem jest miarą żywotności
mojej radości. W Bogu jest tyko radość, bo jest tylko dawanie się. Bóg
jest radością, a więc gdy oddajesz się Bogu, oddajesz się radości.
Chesterton powiedział o radości, że jest ona „potężną tajemnicą
chrześcijan”. Powszechnie wiadomo, że osoba radosna, oczekująca czegoś
pięknego, jest osobą dobrą, miłą dla wszystkich, nie czuje potrzeby
obrażania innych, potrafi relatywizować rzeczy; nie jest przykra,
drażliwa, umie przebaczać i potrafi o przebaczenie prosić. Radość
chrześcijańska jest wspólnotowa, a nie przeżywana w samotności, to jasne,
że nikt nie może być szczęśliwy samotnie. Polecenie św. Pawła: „Radujcie
się” oznacza też: rozsiewajcie radość. Nie czekajcie, aż nic nie będzie
wam dolegało i będziecie w dobrym humorze, żeby się do kogoś uśmiechnąć.
Wrogiem radości jest nie tyle cierpienie, ile raczej egoizm,
skoncentrowanie się na sobie, a zwłaszcza pycha. Trzeba umieć zatrzymać
dla siebie strapienia i dzielić z innymi radość. Nie zaś na odwrót, to
znaczy zachowując dla siebie radość, a dzieląc się z innymi wyłącznie
zmartwieniami i cierpieniami.
Prorok Izajasz przekazuje, że w jego czasach pobliskie ludy rzucały
wyzwanie Izraelitom, mówiąc: „Pokażcie nam swoją radość!” (Iz 66,5). Świat
niewierzący lub poszukujący wiary domaga się od nas, chrześcijan i
franciszkanów, tego samego: „Pokażcie nam swoją radość!”. Spróbujmy zatem,
jeśli potrafimy, ukazać światu, zaczynając od żyjących obok nas, nieco
naszej radości. Naszym najlepszym sprzymierzeńcem w tym dziele będzie Duch
Święty. Nie poddawajmy się smutkowi i zniechęceniu. Najlepszym lekarstwem
na to jest nadzieja. Patrzcie z ufnością w przyszłość. Trzeba wierzyć, że
smutek minie, że ciemny tunel kiedyś się skończy.
Przy chrzcie świętym według rytuału używanego przed Soborem Watykańskim II
kapłan odmawiał nad każdym dzieckiem taką modlitwę: „Niech Ci służy,
Panie, radośnie w Twoim Kościele”. Franciszek z natury już był
usposobienia radosnego, wesołego i pogodnego. Nawet w więzieniu w Perugii,
które trwało rok cały, Święty nie tracił fantazji ani dobrego humoru;
śpiewał, układał plany i opowiadał o rycerskich przygodach i głośnych
czynach. Te naturalne przymioty nie zatarły się bynajmniej z chwilą
nawrócenia, bo łaska Boża nie niszczy natury ludzkiej, ale ją podnosi.
Biografowie Biedaczyny, wszyscy bez wyjątku, podkreślają charakterystyczny
rys w życiu Franciszka, a mianowicie potęgowanie się radości w miarę
postępu w świętości życia. A ta radość duszy tak rozpiera jego pierś, że
mimo woli zdradza się przed otoczeniem i wybucha w pieśni. Pewnego razu
idąc przez las, nucił Bogu wesołe pieśni; otoczyli go zbóje i pytają, kim
jest, bez namysłu odpowiada: „Jestem heroldem Wielkiego Króla”. Śmieją się
z niego i chcąc mieć jeszcze większą uciechę, rzucają go do dołu pełnego
śniegu. Franciszek nie gniewa się na nich, strzepuje śnieg z siebie i
natychmiast rozpoczyna swój zwyczajny radosny śpiew, jak gdyby nic nie
zaszło.
Biedaczyna cały swój wysiłek kierował ku temu, by tak wewnętrznie, jak i
zewnętrznie zachować i pielęgnować radość duchową. Stąd nawet jego kazania
pokutne są jakby psalmami radości, a samo jego wystąpienie weselem
przejmuje całe otoczenie. Święty napisał: „Gdzie jest ubóstwo z radością,
tam nie ma ani chciwości, ani skąpstwa” (Np. 27,3) Duch nieobciążony
zmartwieniami o sprawy ziemskie szeroko oddycha radością życia. Radość
rodzi się z połączenia tego, co zmysłowe, z tym, co duchowe. Szczęście,
które człowiek pragnie zdobyć, zyskuje się wtedy, kiedy „wchodzi się do
radości Pana”. „Panie Boże, Ty jesteś pokojem, Ty jesteś radością i
weselem” – modlił się Franciszek, otrzymawszy łaskę stygmatów. To jest ta
wieczna radość, niewyczerpalna radość Bożej pełni, którą Chrystus
przyszedł przekazać ludziom (J 15,11; 17,13).
Fundamentalną podstawą radości chrześcijanina jest prawda, że „Pan jest
blisko” (Flp 4,5). Franciszek rozlewał i rozdawał wokół siebie tę
„zaraźliwą” radość, której odkrył sekret. Jego radość duchowa często
objawiała się na zewnątrz w sposób niemożliwy do powstrzymania. Głównym
celem corocznych kapituł wspólnoty braterskiej było „wzajemne radowanie
się w Panu”. Melancholię nazywał „chorobą babilońską”, która jest grą
diabła i sprawia, że może nas ranić każdym swym atakiem. Jako skuteczny
środek szybkiego oddalenia smutku polecał uciekanie się do modlitwy. Zanim
obłożnie zachorował, często znajdował sposób, by dać upust melodiom
obficie wypływającym z jego ducha przepełnionego radością. Biedaczyna
„śmierć przyjął, śpiewając” (2 Cel 214).
Radość wchodziła w pedagogię Świętego wobec jego towarzyszy. Odróżniał
radość prawdziwą od fałszywej. Źródła Franciszkowej radości to: Bóg w
Trójcy Świętej, Jezus Chrystus Wcielony, Słowo Boże, Eucharystia, męka i
krzyż Chrystusa, Maryja, każdy człowiek i wszelkie stworzenie. Święty z
Asyżu radował się wszystkim, bo wszystko przyjmował jako dar Najlepszego
Ojca. Biedaczyna nie tylko radował się, ale potrafił także za wszystko
Bogu i ludziom dziękować. W jego wdzięcznym i radosnym sercu zawsze
mieszkał Bóg.
Franciszek na pewno chętnie i wesoło zaśpiewałby z nami: „Boża radość jak
rzeka, wypełnia duszę mą”. Często też wymawiał słowo: „Alleluja! Chwalmy
Pana”. Ten człowiek, którego wnętrze wypełniała Boża radość, jest
człowiekiem miłującym, dobrym i pokojowym, Takim był brat Franciszek i
pragnął, aby wszyscy chrześcijanie i franciszkanie okazywali się ludźmi
radosnymi, pokojowymi i kochającymi. |
|