<%@ Page Language="VB" AutoEventWireup="false" CodeFile="Aleja.htm.vb" Inherits="Aleja" %> ::Sanktuarium Św. Józefa w Prudniku-Lesie

Aleja Wilka z Gubbio

          Na biegnącej na Kozią Górę ścieżce przedziwnie łączy się wiek XIII z wiekiem XXI, święty Franciszek z kardynałem Wyszyńskim i księdzem Popiełuszką. Rewolucyjna i najtrudniejsza moralna myśl chrześcijaństwa: "Zło dobrem zwyciężaj" z duchem religijnej fantazji.

          Aleję Wilka z Gubbio wymyślił brat Antoni Dudek, franciszkanin. Żeby nie popaść w ton hagiograficzno-kurtuazyjny, przejdźmy od razu do rzeczy, przypominając wpierw (za Leopoldem Satffem, który Kwiatki Św. Franciszka przetłumaczył) jak to z wilkiem i Św. Franciszkiem było wtedy. Bo onegdaj to był cud, a teraz jest przypowieść o tym, jak święci ludzie ze złem sobie rade dać mogą.

      "Kiedy Św. Franciszek bawił się w mieście Gubbio, zjawił się w okolicy ogromny wilk, straszny i dziki, który pożerał nie tylko zwierzęta, lecz i ludzi, tak że wszyscy mieszkańcy w wielkim żyli strachu, jako że często podchodził pod miasto".

          W latach 1954-1955 w klasztorze franciszkanów w lasku za Prudnikiem był internowany Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński. Czy wolno komunizm panujący wtedy niepodzielnie i okrutnie do wilka porównywać? Wolno chyba, oby tylko nie zapomnieć, że wraz z końcem komunizmu wilcza natura nie zginęła i odzywa się tu i tam, groźnie kły szczerząc, a kąsając niekiedy nawet i śmiertelnie. Mało to ofiar wilczych zębów widzimy na około?

      "Wychodząc z miasta wszyscy brali broń z sobą, jak gdyby szli do bitwy. Mimo to, kto z wilkiem sam na sam się spotkał, nie mógł się obronić".

          Tak było, zaiste i w latach zanim Prymas był więziony. Niektórzy za broń chwytali, wielu poginęło, walcząc z wilkiem komuny tak w polu, jak i w więzieniach. Ginęli samotnie, ale nawet w grupach zbrojnych rady wilkowi temu nie dawali. On - Prymas - zaś za broń nie chwycił, tylko modlitwą łagodzić chciał. Także i udało mu się Kościół święty przed wilczymi zakusami obronić i doprowadzić go do czasu, gdy ludzie pojęli, że karabinem się nie zwyciężą, a wielką mocą jest dobro i solidarność. Potem na krótko wilk czerwony jeszcze raz, w agonii przedśmiertnej już będąc zaatakował, śmiercią raniąc sługę Bożego księdza Jerzego Popiełuszkę.

      "Ruszył Św. Franciszkek w drogę ku miejscu, gdzie wilk miał leże. I oto w obliczu wielu mieszczan, którzy przyszli na ten cud popatrzeć, wyszedł wilk na przeciw Św. Franciszka z otwartą paszczą. Franciszek, zbliżając się do niego, uczynił znak krzyża świętego i przywołał go ku sobie, i rzekł: "Pójdź tu, bracie wilku. Rozkazuję ci w imię Chrystusa nie czynić nic złego mnie i nikomu". I dziw! Ledwo Św. Franciszek uczynił znak krzyża, straszliwy wilk zamknął paszczę i stanął".

          O, święta tajemnico oswajania wilków! Tyle masz postaci, a wsród nich i ta prudnicka. Kiedy na rok Jubileuszu 2000-lecia brat Antoni wymyślił postawienie Zielonego Krzyża dla odczynienia dawnej klątwy biskupiej ciążącej nad miastem, na szczycie wzgórza, które było dawniej poligonem wojskowym, a przy klasztorze stało, zrozumiał, że do krzyża droga prowadzić musi. Bo drogi nie było, a tylko transzeje i okopy dla żołnierskich ćwiczeń. Poprosił brat Antoni brata, który spychaczem jeździł, by kilka razy pod Krzyż Zielony podjechał swoją maszyną. tak i oto uczynił. Antoni chodząc do krzyża i spowrotem, o wilku z Gubbio rozmyślał, a to z jednego duchowego powodu: "Zło dobrem zwyciężaj", jako Wyszyński o Popiełuszko czynili. Wkrótce jednak brat Antoni do Ziemi Świętej wyjechał, a potem na Górę Nebo, by klasztoru tamtejszego strzec.

          Po kilku latach bratu Antoniemu z Góry Nebo do Prudnika dane było powrócić. Tak i myśl swą uporczywą o Alei Wilka z Gubbio braciom prudnickim na kapitule domowej przedstawił. Zgodę otrzymał, z czynem nie zwlekał, bo znaki przy drodze postawić kazał. Wśród dzieci prudnickich wieść rozpuścił, że kto najpiękniej historię Franciszka i wilka zilustruje, ten nagrode dostanie. Dzieci ochoczo do dzieła przystąpiły, wokół klasztoru zebrali się, naleśniki jedząc rysowali z zapałem.

      "Zdarzenie to opowiedziane powyżej wzbudziło taką radość i podziw ludu, również dla pobożności świętego, jak dla nowości cudu i pokoju z wilkiem, że wszyscy mieli krzyczeć ku niemu, chwaląc Boga, który im zesłał Św. Franciszka... Żył potem wilk wspomniany dwa lata w Gubbio, chodził poufale po domach od drzwi do drzwi, nie czyniąc zła nikomu i nie doznając go od nikogo. A ludzie żywili go uprzejmie. W końcu brat wilk umarł ze starości, nad czym mieszczanie ubolewali wielce"...


- Wejdź do galerii -